Sprawa nauczania religii katolickiej w szkołach publicznych może i nie jest najważniejszym problemem do rozwiązania, jednak na progu nowego roku szkolnego zasługuje na chwilę uwagi. W sumie, to nawet nie będę się zanadto rozpisywał, tylko od razu przejdę do konkretów. Czy jest miejsce na religię w szkole? Według mnie, jak najbardziej, ale nie na takich zasadach, jakie dzisiaj obowiązują.
Po pierwsze, jest jej zbyt wiele - szkoły publiczne są zobowiązane do wyznaczenia w całym tygodniowym planie zajęć, aż dwóch godzin przeznaczonych na religię. To stanowczo za dużo, szczególnie gdy się spojrzy na inne przedmioty, takie jak chociażby drugi język obcy, który zazwyczaj znajduje się w planie tylko raz w tygodniu.
Po drugie, katecheci powinni być opłacani przez Kościół Katolicki i/lub rodziców dzieci, którzy swe pociechy na religię posyłają. Byłoby to najbardziej sprawiedliwe rozwiązanie, oszczędziłoby to nieco publicznych pieniędzy, płynących przecież od wszystkich podatników - zarówno tych wierzących, jak i niewierzących.
Po trzecie, religia powinna się odbywać na pierwszej, lub na ostatniej lekcji w danym dniu. Dzięki temu dzieci nie uczęszczające na te zajęcia, nie musiałyby marnować swojego czasu w szkole. Nie ma nic gorszego niż takie bezproduktywne "okienka" - w końcu ktoś się musi takimi dziećmi w tym czasie zająć, a dzieci i tak się będą niemiłosiernie nudziły.
Tymi oto sposobami doszlibyśmy do jasnego kompromisu, bez urządzania niepotrzebnych krucjat anty- i proreligijnych w szkołach - miejscach, które powinny być wolne od wszelkich sporów natury światopoglądowej.
Polityczny blog młodego człowieka - pomysły, przemyślenia, konstruktywna krytyka.
wtorek, 28 sierpnia 2012
niedziela, 26 sierpnia 2012
Stany Zjednoczone Europy - niemożliwy sen Janusza Palikota.
Janusz Palikot już niejednokrotnie wspominał, że jest zwolennikiem utworzenia szerokiej federacji państw europejskich, swoistych Stanów Zjednoczonych Europy.Na przykładzie USA wylicza, jakie korzyści płynęłyby do Europy po tak dalece posuniętej integracji - obniżenie kosztów demokracji, ujednolicenie prawa i podatków, wzmocnienie jednolitej gospodarki europejskiej...
Niby wszystko ciekawie wygląda na papierze, jednak Pan Palikot zapomina o jednym i najważniejszym - Europejczycy nigdy nie byli i nie będą Amerykanami. My mieszkamy w Europie od tysiącleci, mamy swoją tradycje, swe obyczaje i przywary. Mówimy innymi językami, często różni nas pogląd na wspólną historię. W końcu - wszyscy mamy sprzeczne interesy. Każdy Polak (jak i inny Europejczyk) chciałby, aby to w jego kraju było najlepiej. Aby statki budowane były w naszych stoczniach, samochody w naszych fabrykach, każdy jadł nasze wyroby spożywcze.
Amerykanie są dumni ze wszystkiego, co amerykańskie. Amerykanin z Utah to Amerykanin równy Amerykaninowi z Nowego Jorku, Waszyngtonu, Chicago... To jest jeden - co prawda sztucznie utworzony, ale silnie ze sobą związany - naród, który "trzyma się razem". W Europie tego nigdy nie osiągniemy, a już na pewno nie w cięższych, kryzysowych czasach. Dlatego, Panie Palikot, nie tędy droga - Europa nie jest na tak głęboką integrację gotowa. I prawdopodobnie nigdy nie będzie.
sobota, 25 sierpnia 2012
Sondaż wyborczy, czyli Platforma wciąż wysoko mierzyć może.
Jak czytamy na portalu NaTemat.pl:
Gdyby kazano nam już teraz iść do urn, Platforma Obywatelska wygrałaby wybory parlamentarne. Tak wynika z najnowszego sondażu CBOS. Wynik PO to 36 proc. PiS zostało w tyle z 22 procentami poparcia. Do Sejmu weszłyby też SLD (8 proc.), PSL (6 proc.) oraz Ruch Palikota (5 proc.). Poza progiem wyborczym bez zmian pozostają Solidarna Polska, Nowa Prawica Janusza Korwina-Mikkego oraz Polska Jest Najważniejsza z zaledwie jednoprocentowym poparciem.
Platforma Obywatelska wciąż trzyma się nad wyraz mocno, co dla wielu może być niemałym zaskoczeniem - w końcu kurz dobrze jeszcze nie opadł po aferze taśmowej, a co dopiero mówić o całkiem świeżej sprawie Amber Gold.
Nie mam pojęcia, czyja to zasługa, ale gdybym miał strzelać, postawiłbym na niesamowicie medialnego i "ciągnącego" ten cyrk na kółkach premiera Donalda Tuska. Dla PO to naprawdę złoty człowiek i nie wyobrażam sobie, jak potoczy się przyszłość tego ugrupowania, gdy premiera w końcu zabraknie.
Ale w sumie - ja nie o tym chciałem pisać. Zastanawiam się, co takiego jeszcze PO może zaoferować swoim wyborcom, skoro to, co mieli i mogli zrobić, już zrobili, a czego naobiecywali, ale zrobić nigdy nie mogli - i tak już nie zrobią. Niestety, ale polityczny beton zastygł już na tyle, że nie mogą się swobodnie poruszać. Trochę szkoda, bo w Polsce jest jeszcze ogrom spraw do rozwiązania, niestety dla polityków bardzo niewygodnych.
Skoro jednak PO już się dopaliła, zabetonowała i nie zaoferuje niczego nowego, to na kogo w przyszłych wyborach oddać swój głos, aby nie mieć potem wrażenia "pustogłosia"? Na Ruch Poparcia Palikota? Niestety, ale Palikot sam pod sobą dołki kopie - zamiast zajmować się sprawami naprawdę ważnymi dla społeczeństwa, jak gospodarka kraju, woli szukać poklasku wśród mniejszości seksualnych. A przecież jest to temat drażliwy, na który społeczeństwo polskie jeszcze nie jest gotowe. Czy nie lepiej zając się sprawami, które łączą, a nie dzielą?
Całe szczęście do wyborów jeszcze dużo czasu (no dobrze, nie jest to takie znów pewne) i nie muszę wybierać już dzisiaj. Byłby to naprawdę ciężki, okupiony poczuciem beznadziejności wybór. Mam nadzieję, że z biegiem kolejnych miesięcy sytuacja się nieco wyklaruję i któraś z grup politycznych pójdzie w dobrą stronę.
Słowem wstępu.
Dłuższy czas nosiłem się z zamiarem założenia swojego własnego bloga, na którym to bez skrępowania mógłbym dzielić się z innymi swoimi, wciąż młodocianymi, poglądami. Mam nadzieję, że goście zaglądający w moje wirtualne progi nie będą się nudzić, a i czasem dołożą również swoje trzy grosze do zawiązującej się dyskusji.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)