Czasami zastanawiam się, na jaki rodzaj partii politycznej mógłbym oddać swój głos tak, aby po skreśleniu konkretnego nazwiska, nie czuć niedosytu, nie wspominając już o wybieraniu "mniejszego zła". O konkretach, przynajmniej w tej chwili, nie ma mowy - żadna partia nie przedstawia na tyle klarownego programu, aby wstrzelić się w moje poglądy w stopniu co najmniej dobrym. Rozmycie poglądowe jest wręcz plagą rodzimych organizacji politycznych, i to właśnie, między innymi w nim dopatruję się czynnika degeneracyjnego polskiej sceny politycznej.
Dzisiaj, patrząc z perspektywy młodego obywatela, zaczynam pojmować, czego - a raczej - kogo, brakuje na politycznej scenie. Technokratów. Organizacji skupiającej się na problemach typowo gospodarczych, zarzucając na jakiś czas wszelkie spory natury światopoglądowej, które, mimo swojej powagi, mogą poczekać na lepsze dla siebie czasy.
Polska przez wielu zachodnich ekspertów jest zaliczana do grupy czarnych koni, mogących znacząco "namieszać" na arenie międzynarodowej zwłaszcza w dziedzinie rozwoju gospodarczego, jednak nasi politycy, z każdej ze stron, zdają się tego nie zauważać, albo - co gorsza - uważają, że wszystko się samo ułoży i nie trzeba zbyt wiele robić, bo można więcej zaszkodzić, niż pomóc. Nie bójmy się więc nazwać takiej postawy zwykłym tchórzostwem, na którym praktycznie nikt nie zyskuje, a wszyscy tracą.
Czekam więc na jednostki na tyle odważne, aby mogły zająć się planem odbudowy systemu gospodarczego. Co chciałbym więc zobaczyć w programie wymarzonej partii? Poniżej krótka lista obowiązkowych rozwiązań:
Po pierwsze, liczę na gruntowną przebudowę prawa gospodarczego. Likwidację wielu niepotrzebnych przepisów, skrócenie okresu oczekiwania na wszelkie pozwolenia co najmniej o połowę. Chciałbym, aby wprowadzono system rozliczania urzędników z ich decyzji - dość bezkarności i wszechobecnej tolerancji wobec niekompetencji urzędniczej.
Po drugie, lepszego wsparcia dla rodzimych przedsiębiorców, którzy mają predyspozycje do podboju rynków europejskich i światowych, a co za tym idzie, na początku wyrównania salda handlu zagranicznego, a następnie, na przestrzeni kilku lat, konsekwentnego zwiększania stosunku eksportu do importu. Obecnie więcej pieniędzy z kraju odpływa, a wciąż stosunkowa niskie koszty pracy zostają marnowane lub w ogóle niewykorzystane.
Po trzecie, oczekuję zmniejszenia wewnętrznych wydatków państwa poprzez powszechną cyfryzację (głosowanie, załatwianie spraw urzędowych i wydawanie pozwoleń poprzez Internet) oraz konsolidację organizacji rządowych, jak chociażby zmniejszenie liczby ministerstw poprzez połączenie Ministerstwa Skarbu z Ministerstwem Finansów, likwidację Senatu oraz wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych. Połączenie ZUSu z KRUSem oraz uszczelnienie obu systemów. Obcięcie świadczeń dla długoletnich bezrobotnych połączone z bezpośrednią pomocą dla tych, którzy pracę stracili nie z własnej winy oraz powszechne zatrudnienie w czynie społecznym osób skazanych prawomocnymi wyrokami sądów. Wprowadzenia ewidencji bezrobotnych, zawierającej historię zatrudnienia oraz powody zwolnienia, która będzie podstawą do wypłacania świadczeń pomocowych.
Po czwarte - po realizacji punktu trzeciego - konsekwentnej polityki zmniejszania podatków ukierunkowanej na ideę podatku liniowego, który, według mnie, jest najlepszym przykładem sprawiedliwości społecznej, będącej w Rzeczpospolitej niestety tylko mitem. Konsekwentnego i długofalowego procesu obniżenia podstawowej stawki podatku VAT do najniższego możliwego poziomu, czyli 15%.
Po piąte, ograniczenie liczby niepotrzebnych studentów na wzór węgierski, gdzie tylko najlepsi i najzdolniejsi kształciliby się na koszt państwa, które to oceniałoby zapotrzebowanie rynkowe na dane specjalizacje, a także jednoczesne przywrócenie do życia szkolnictwa zawodowego i technicznego, mającego na celu kształcić specjalistów i fachowców.
Po szóste, realizacji polityki wspierającej rodziny wielodzietne (gdzie w Polsce za rodzinę wielodzietną uznaje się rodzinę o modelu 2+3 i więcej), dotującą określoną, dość wysoką sumą pieniężną inwestycję mieszkaniową, mającą na celu poprawienie warunków mieszkaniowych obywateli, w której skład wchodziłyby zakup domu, mieszkania lub rozbudowę obecnie zajmowanego lokum.
Zgadzacie się z powyższymi? Macie może jakieś inne rozwiązania? Zapraszam do dyskusji.
Polityczny blog młodego człowieka - pomysły, przemyślenia, konstruktywna krytyka.
czwartek, 27 grudnia 2012
wtorek, 11 grudnia 2012
Made in Poland, czyli jak kryzys pokonać.
Kryzys podobno znów dobija się do naszych drzwi, spowolnienie gospodarcze staje się coraz bardziej wyraźne, a bezrobocie rośnie - krótko mówiąc, robi się nieciekawie. Ale jest na to rada, stara jak Świat, tylko mało kto o niej pamięta.
Trzeba kupować. Jednakże w sposób przemyślany, który doprowadzi do poprawy sytuacji rodzimego przemysłu. Bo co, jak co, ale to produkcja jest na samym początku łańcucha gospodarczego. Aby "mieć", najpierw trzeba wytworzyć. Można iść na skróty i kupić gotowe, zagraniczne produkty, ale to działa destruktywnie w stosunku do całej gospodarki państwowej, negatywnie odbijając się na nas wszystkich. Mówiąc ogólnikowo, kapitał odpływa z kraju i pewnie prędko do niego nie wróci.
Dlatego tym razem idąc do sklepu - proszę Was - zajrzyjcie na opakowanie, czy dany produkt został wytworzony w naszym kraju. Dajcie pracę tym wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczyniają się do zwiększenia naszego PKB. Sprawcie, że w polskich fabrykach nie trzeba będzie dokonywać drastycznych cięć i redukcji zatrudnienia. Zamieńcie szampon Garniera na - swoją drogą, bardzo dobry jakościowo - szampon marki Ziaja. Przychylniejszym wzrokiem zwróćcie uwagę na produkty Zelmera podczas przedświątecznego zakupowego szału. Zastanówcie się, czy telewizor Sony jest o wiele lepszy od tych składanych pod Wrocławiem, marki LG?
Każda decyzja ma swoje konsekwencje, a takich drobnych wyborów dokonujemy codziennie dziesiątki. Przestawmy się na Made in Poland.
Trzeba kupować. Jednakże w sposób przemyślany, który doprowadzi do poprawy sytuacji rodzimego przemysłu. Bo co, jak co, ale to produkcja jest na samym początku łańcucha gospodarczego. Aby "mieć", najpierw trzeba wytworzyć. Można iść na skróty i kupić gotowe, zagraniczne produkty, ale to działa destruktywnie w stosunku do całej gospodarki państwowej, negatywnie odbijając się na nas wszystkich. Mówiąc ogólnikowo, kapitał odpływa z kraju i pewnie prędko do niego nie wróci.
Dlatego tym razem idąc do sklepu - proszę Was - zajrzyjcie na opakowanie, czy dany produkt został wytworzony w naszym kraju. Dajcie pracę tym wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób przyczyniają się do zwiększenia naszego PKB. Sprawcie, że w polskich fabrykach nie trzeba będzie dokonywać drastycznych cięć i redukcji zatrudnienia. Zamieńcie szampon Garniera na - swoją drogą, bardzo dobry jakościowo - szampon marki Ziaja. Przychylniejszym wzrokiem zwróćcie uwagę na produkty Zelmera podczas przedświątecznego zakupowego szału. Zastanówcie się, czy telewizor Sony jest o wiele lepszy od tych składanych pod Wrocławiem, marki LG?
Każda decyzja ma swoje konsekwencje, a takich drobnych wyborów dokonujemy codziennie dziesiątki. Przestawmy się na Made in Poland.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)